sobota, 19 listopada 2016

Nowa edukacja polityczna sięga dna absurdu, a tymczasem Finowie tworzą szkołę marzeń.

Klasyk powiedział, że czasami trzeba wiedzieć o czym się nie mówi, bo jest to dużo ważniejsze niż gadanie o bzdetach. Powołanie się na klasyka w tym przypadku ma bardzo głęboki sens. W kraju nad Wisłą są zakusy, żeby wrócić poprzez strukturę kształcenia do dwudziestego, jakże wspaniałego, wieku. Czas leci i nie trudno wywnioskować, że stara struktura przyniesie wstecznictwo w edukacji, a ponieważ młodzi ludzie mają zbyt wiele energii, żeby ulec tandecie sami określą swoje programy edukacyjne. Bójmy się! Wyobraźnia młodych jest nieograniczona i bardzo okrutna. Być może przez jakiś czas będą pozwalać się prowadzić jak stado baranów, o co niewątpliwie chodzi twórcom reformy, ale po jakimś czasie odpalą i pytanie o przyszłość kraju stanie się bezpodstawne, przestaniemy istnieć. 


Bez cienia wątpliwości możemy uznać, że działania obecnego ministra edukacji są infantylne. Wszystko wskazuje na to, że minister przeczytała z zachwytem Chłopów Reymonta i olśniona postacią Kuby Sochy  postanowiła stworzyć szkołę tylko dla podobnych Kubie. A o Kubie, jak to o Kubie: cała wieś: i parobki, i gospodarze, i wszystkie, to ino go kulasem przezywali, a niezgułą, a darmozjadem, a nikto dobrego słowa nigdy nie dał, nikto nie pożałował - chyba ino te koniska abo i te pieski... a przecież rodowy był... gospodarski syn... nie znajda żaden... nie obieżyświat, a chrześcijan prawy, katolik

Otóż to! Klucz do olśnienia urzędniczki utkwił w ostatnich słowach cytatu. I tak oto urzędniczka zdecydowała, że po kilku przeróbkach, a jakże, mamy - człowieka symbolizującego współczesność, który to wyraża jedyne i słuszne prawdy o narodzie, a mianowicie.  1. Każdy młody Polak musi wiedzieć, że dobre to jest tylko to co polskie. 2. Prawda obiektywna nie ma żadnego znaczenia, bo to prawda narodu jest najważniejsza. 3. Historia jest zjawiskiem z gruntu polskim i bohaterskim, żadnej innej historii nie ma. 4. Gospodarka musi opierać się na polskiej myśli, nawet kiedy ta myśl oparta jest o średniowieczne wzorce. 5. Każdy musi być przygotowany do obrony kraju, bo kraj wymaga ofiar. 6. Każdemu Polakowi należy się takie rozmycie znaczeń patriotyzmu i nacjonalizmu, żeby mógł w imię Polski bić po mordach tych co nie są po myśli partii.

A tymczasem w kraju, o którym niewiele wiemy, oprócz tego, że gracz z tego kraju, o trudnym nazwisku Kasper Hämäläinen gra w Legii, dzieją się wspaniałe rzeczy związane z edukacją. Od tej jesieni został wprowadzony nowy program edukacyjny, którego nie trzeba komentować, a wystarczy spojrzeć na siedem obszarów kompetencji ucznia. 1. Myślenie i nauka uczenia się. 2. Umiejętność czytania, pisania, komunikowania się i wyrażania.3. Organizacja życia codziennego, troska o siebie i innych. 4. Wielojęzyczność. 5. Umiejętności w posługiwaniu się nowym techonologiami. 6. Przedsiębiorczość i umiejętności życiowe (społeczne). 7. Udział i budowanie zharmonizowanej przyszłości. 

Jeszcze raz można zacytować klasyka, który mówi, że należy żyć na miarę czasów, w których się żyje, bo życie przeszłością to nekrofilia, a życie odległą przyszłością to fantastyka. Finowie już teraz są przykładem, z którego czerpią wszystkie wrażliwe na młodego człowieka instytucje świata! Ups, zapomniałem, przecież to nie jest żaden argument, bo świat to nie jest Polska.

To, że dzieci tracą w szkole czas, to, że wyrastają na nieuków, czy to dalej nikogo nie interesuje oprócz garstki rodziców? Czy nadal spory o bzdety i polityczne wpływy będą ważniejsze od przyszłości naszych dzieci? Czy nadal tępe dzidy będą miały wpływ na losy tego kraju?

sobota, 12 listopada 2016

Zacofańcy polityczni

Kluczowe pytanie dla zrozumienia rzeczywistości politycznej i medialnej brzmi: kto ma rację? Ten kto ma rację jest rozumiany przez większość i wybierany do rządzenia państwem. Innymi słowy racja zawsze leży po stronie rządzącego, bo rządzący posiadają większość, która została przekonana do racji rządzonego. Jeszcze raz: Racja polityczna jest kluczem do zrozumienia tego, co się dzieje, bo to dzieje się naprawdę.



Tak rozumiana racja nie jest kategorią ontologiczną (racja w rozumieniu Leibniza to inna racja) i wskazuje na daleko posunięty relatywizm w postrzeganiu rzeczywistości. Punkt widzenia, a w tym przypadku punkt, w którym mamy rację, zależy od punktu siedzenia. Spójrzmy na przykład. Pięciu ślepców dotykało różne części ciała słonia i każdy miał inne wrażenia, co za tym idzie inną rzeczywistość. Jeden czuł wielką ścianę błota, drugi dwie ostre włócznie, trzeci wielki, gruby, ciężki sznur, czwarty szorstkiego węża zwisającego z gałęzi, a piąty był przekonany, że dotyka drzewa. Każdy z nich miał do czynienia ze słoniem, niestety żaden z nich nie miał możliwości obejrzenia zwierzęcia z dystansu i doświadczenia prawdy. Ślepcy, dopóki nie przestaną się kłócić, nie będą w stanie poznać choć namiastki rzeczywistego stanu rzeczy. Każdy z nich ma rację. Rządzi pewnie ten, który ma największego kija albo najmocniejszy głos. 

W grze politycznej mamy do czynienia ze ślepcami, którzy każdy na swoją modlę powtarzają swoje racje, które biorą się z fragmentarycznego oglądu świata. Jednak w grze politycznej chodzi o coś więcej, o przekonanie większości do swojej wizji świata. Należy koniecznie wziąć pod uwagę kondycję mentalną narodu i nie popaść w pułapkę uproszczenia sprawy do powiedzenia, że ludzie potrzebują świętego spokoju i odkręcić ciepłą wodę. Odpowiedni wniosek, jak się wydaje, wyciągnęła ekipa obecnie rządząca i przy pomocy, a to zupełny przypadek - etnografa z Koziej Wólki (bez obrazy miejscowości, raczej chodzi o obrazę tej osoby…) dotarła do archetypów dziewiętnastowiecznej wsiowatości w umysłach mieszkańców krainy nadwiślańskiej. Gigantyczną rolę odegrał również mesjasz narodu ksiądz ojciec dyrektor (który zwyczajem meksykańskim powinien mieć przynajmniej osiem imion), który utrwala nigdy niewystępujący model życia z przeszłości. Racją zajęli się ludzie, którym nie zależy na prawdzie, ale na władzy. Niestety jest to część gry politycznej.

Historia uczy nas, a przynajmniej tych, którzy uważają, że historia nie została zmyślona przez Tuska i mają jako tako trzeźwe umysły, że igraszki z racją nie zawsze prowadzą do happy endu. W styczniu 1945 roku w Niemczech miała miejsce premiera filmu Veita Harlana pod tytułem Kolberg. Celem tego filmu było podniesienie morale zdruzgotanej porażkami armii niemieckiej, a przy okazji całego społeczeństwa niemieckiego. Fabuła filmu była oparta na fakcie historycznym, który został zupełnie zmanipulowany. Obrona twierdzy Kołobrzeg przed wojskami Napoleona w 1807 roku nie miała charakteru wielkiego wydarzenia historycznego, stanowiła malutki epizodzik. W filmie bohaterowie zioną wielkim patriotyzmem i wolą walki. To był najdroższy film w dziejach III Rzeszy. Film, który miał zmienić losy świata. Film, który miał przekonać Niemców, że naród wybrany jest w stanie obronić się przed całym światem. Niemcy nie zdążyli uwierzyć w aż tak wydmuchaną bzdurę, niestety we wcześniejsze bzdury wierzyli bezgranicznie. Przekonanie, że ludzie uwierzą we wszystko co im się powie jest ryzykowne, ale w czasami się NIE sprawdza.

Okazuje się, że w grze politycznej przywiązanie do przeszłości jest wielkim, a nawet gigantycznym narzędziem do manipulacji masami. Ten kto potrafi powiedzieć innym, że to co jest teraz - jest złe i przyszłość będzie zła, a tylko przeszłość była dobra, bo trzeba mieć szacunek do ojców i matek, ten jest cynikiem (we współczesnym tego słowa znaczeniu) i ten czasami wygrywa. Zaprzeczyć rzeczywistości i zdefiniować ją od początku - oto sposób na sukces polityczny. To się udało na chwilę, a za chwilę to najprawdopodobniej runie, bo to kolos na glinianych nogach. Tak! Obrzydliwie greckie porównanie z obecną sytuacją oddaje stan rzeczy - partia rządząca to kolos na glinianych nogach. Przyzwyczajeni do filmów o godzilli mędrkowie widzą to co widzą i nie potrafią dojrzeć nawet nieodległej przyszłości. Z punktu widzenia, który znajduje się poza tym układem sprawa jest jasna - zacofańcy polityczni rządzą krajem. 
Od 1989 roku kraj nad Wisłą rozwijał się w błyskawicznym tempie. Porównanie do krajów, które startowały w tym samym czasie z tego samego miejsca ilustruje olbrzymi postęp jaki się tu dokonał. A jednak trzeba za to zapłacić. Około pięciu milinów ludzi nie nadążyło i teraz oni decydują. Nie podoba im się rozwój, nie podobają im się nowe technologie, nie podobają im sie rządy rozumu. Wyznaczają nowy kierunek - stagnacja umysłowa, bo przecież nie mają siły iść dalej, wracają chętnie do dziewiętnastowiecznych zabobonów traktują świat jako nieustanną herezję i marzą o rządach romantycznych, żeby tylko nie szkiełkiem i okiem…

Czy trzeba ich rozumieć? Czy tylko wysłuchiwać inwektyw z ich strony? Czy może poprawnie zignorować? Czy po prostu przypomnieć im miejsce w szeregu? Co można zrobić?

środa, 5 października 2016

Życie w państwie Ignorancja Idioty

Na granicy państwa o nazwie Poprawna Ignorancja leży największe państwo świata Ignorancja Idioty. O ile ludzie żyjący w Poprawnej Ignorancji zdają sobie sprawę, że do poprawnego myślenia  nie potrzebna jest gigantyczna ilość danych i niektóre można zupełnie rozsądnie odrzucić, tak w państwie Ignorancja Idioty odrzuca się dokładnie wszystko co nie jest zgodne z obecnym przekonaniem, tak zwanego myślącego. Innymi słowy, w pierwszym państwie bierze się pod uwagę, że świat się zmienia i należy na to reagować, w drugim państwie wszytko już jest ustalone przez siłę wyższą i zmiany, które zachodzą należy podporządkować wcześniejszym ustaleniom. W państwie Ignorancja Idioty żyje się nieustannie tak samo od pokoleń, a internety i telefony komórkowe wpisują się w rzeczywistość z tak nikłą mocą jak katapulty, proch, maszyny parowe czy camera obscura. Moglibyśmy zdefiniować państwo Ignorancja Idioty jako miejsce gdzie nie zachodzą zmiany, a jeśli zachodzą, tutaj sparafrazujemy Hegla, tym gorzej dla nich :-)

  
Sławnym wydarzeniem w państwie Ignorancja Idioty była reakcja Nerona na pożar w Rzymie. Przypomnę, że Cezar wziął do rąk lutnię i beztrosko zaczął wyśpiewywać swoje ballady. Szkoda, że nie wypowiedział słów, które padły niespełna 2000 lat później: A niech się bawią. Jednak kiedy przyszło na wskazanie winnego Neron nie wahał się ani chwili - winni są chrześcijanie.

W tym państwie Ignorancja Idioty nie ma rzeczy niemożliwych, ponieważ nie ma żadnej instancji, która ograniczałaby jakąkolwiek możliwość. Wszystko jest ustalone przez siłę wyższą. Można zatem oskarżyć każdego i nie doszukując się podstaw prawnych aresztować go, bo… TAK! - bo jestem ministrem sprawiedliwości (to jest aluzja do aresztowania biegłego zeznającego w sprawie śmierci ojca obecnego ministra).

Każdy może zostać obywatelem państwa Ignorancja Idioty, nie płaci się wpisowego, a jedynym warunkiem jest przyjęcie jedynej słusznej drogi jaką ogłasza wódz imperator. Korzyści płynące z funkcjonowania w tym państwie są gigantyczne. Karierę można zrobić bez inteligencji, bez rozsądku, bez umiejętności, bez kompetencji tylko i wyłącznie przy pomocy samego chcenia i posłuszeństwa wodzowi. Na terenie rzeczonego państwa obowiązuje najprostsze prawo świata - prawo imperatora, to co on ustali obowiązuje, to czego nie ustali - trzeba ustalić samemu :-)

Najciekawszym przedmiotem obserwacji jest występowanie zjawiska fiksum dyrdum politycznego, czyli robienie z siebie głupa udającego, że zastane fakty nie mają miejsca, bo nie istnieją. To zjawisko można potraktować bardzo medycznie, ale w grze politycznej nabiera ona szczególnego znaczenia jako jedna z metod osiągania sukcesu politycznego. Minister spraw wewnętrznych patrzy w oko kamery mając świadomość, że informacja obiegnie cały kraj i mówi, że nie widzę żadnego protestu, stoję tu i otwieram posterunek, nikt nie protestuje… W ten oto sposób informacja dotarła to państwa Ignoracji Idioty i wszystko stało sie jasne, ten tłum to przecież kolejka za biletami do kina na wybitny patriotyczny film, który należy dla utrwalenia obejrzeć przynajmniej pięć razy. Fiksum dyrdum jest bardzo zaraźliwe. Z jednej strony to świetne narzędzie gry politycznej, z drugiej sposób na powiększanie wymarzonego państwa - Ignorancji Idioty.
 
A niech się bawią - słowa wypowiedziane przez Witolda Waszczykowskiego - ministra spraw zagranicznych w rządzie kierowanym przez przedstawicielkę PiS Beatę Szydło, w reakcji na Czarny protest 3 października 2016 roku. 

Na obrazku wkradł się błąd. Kadr pochodzi z serialu z 1980 roku. Przepraszam za niewinne takie tam... :-) 

środa, 31 sierpnia 2016

Faszystowska Polska zniknie z map świata w ciągu 20 lat

Oto na planszy gry politycznej zawodnicy wyrażają swoje chcenia: Prezydent chce dwudziestoczterogodzinnego dostępu do mikrofonu oraz odwetu na tych wszystkich, których wskaże mu imperator. Premierka chce pomszczenia krzywd tych, którym nie dano 100 mln złotych na waciki i tanie wino. Imperator chce władzy absolutnej nad narodem, który prowadzony przez prezesa telewizji propagandowej stanie się ciemnym ludem, który wszystko kupi. Marszałkowie i ministrowie rządu chcą piastować urzędy do końca życia, bo dobrze im płacą. Psy gończe - jakby ich nazwał Jacek Kaczmarski, chcą tylko krwawych zadań do wykonania, bo muszą robić kariery. Na planszy zapanowała wysoka temperatura, bo wygrana jest blisko. 

Gra toczy się dalej i nabiera rumieńców.
Ci ludzie mają poparcie 40 procent naszego narodu bohaterów. Dlaczego nie pójść z prądem? Zostańmy FASZYSTAMI! Dlaczego w dzisiejszym świecie nie stworzyć absurdalnego państwa? Dlaczego demokratycznie wybrany parlament i rząd nie mógłby przyjąć nowej faszystowskiej konstytucji? Dlaczego nie stać się znowu pępkiem świata (choć na pięć minut)? Dlaczego nie tworzyć już faszystowskich bojówek, które nie usuną przeciwników politycznych? To przecież tylko taka gra, z możliwością, że zginie wielu ludzi. "Ale w każdej grze są ofiary" - odpowiedziałby dobrze opłacony sofista.

Uwaga, coś się ruszyło.
Narodzie! - chciałby powiedzieć imperator - jeszcze kilka czystek i będziemy mogli żyć tak jak chcecie. My będziemy rządzić, a ja was poprowadzę i staniemy się narodem ponad narodami. Nie będą nam mówić, że Chrystus był żydem, że Matka Boska była żydówką. Udowodnimy im, że to Król Polski Chrystus Król Narodów był Polakiem i urodził się na Jasnej Górze! To po pierwsze, a po drugie to odzyskaliśmy niepodległość dopiero w październiku 2015 roku, bo od Bolesława Chrobrego - mojego prapradziada, Polska była pod wpływem Niemców w szczególności Angeli Merkel. Wszyscy nas do tej pory oszukiwali, teraz my mówimy prawdę!

A obok rozgrywane są symultanicznie inne gry.
Na Wschodzie spadkobierca carów i największych Pierwszych Sekretarzy Generalnych KPZR marzy o zmianach w kraju nad Wisłą, bo nie ma bardziej dogodnego momentu, żeby zemścić się za 1612 rok, jak tylko pretekst, że kraj ów stał się faszystowski, a faszyzm jest największym wrogiem Rosji od chrztu w 988 roku.

Na Zachodzie, zwłaszcza tym Bliskim Zachodzie, z racji obciążeń historycznych postanowiono pozostawić krowę samopas i jeśli zwierzę ubierze brunatny mundur to Zachód odwróci się plecami za przeproszeniem, postawi parawan i powie głośno: "Nie gramy z wami, ani w jednej drużynie, ani nie jesteśmy z tej samej szkoły. Do widzenia."

W tym samym czasie w Korei Przewodniczący Partii Pracy z przykrością musiał wydać rozkazy rozstrzelania ministra edukacji i kilku pomniejszych wiceministrów za antyrewolucyjną agitację. To podoba się naszym graczom, nawet bardzo, tak bardzo jak walki byków.

Co dalej?
Każda gra ma swój koniec. Kto mieczem wojuje od miecza ginie. Rosjan niestety było więcej i zajęli kraj nad Wisłą w kilka godzin. Bohaterskim ochotnikom Obrony Terytorialnej zabrakło pampersów na zmianę. 
Kolejny epizod historii dobiegł końca. :-)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Wiejska baba z wsiowym bankierem zadłużają nas u Chińczyków, czyli jak rozwijamy gospodarkę pisuarową

Genialne posunięcie rządu pisuarowego! Pożyczamy do Chińczyków 3 miliardy juanów, czyli około 1,7 mld złotych.  To znaczy, że najprawdopodobniej nasze wnuki będą musiały spłacać ten dług i do tego czasu urośnie szacunkowo (przez 20 lat) do 10 mld złotych. Po 20 latach będzie rósł jak ciasto na drożdżach. Brawo dla rządu PiS! Brawo dla premier Szydło! I jeszcze oczywiście dla genialnego stratega ekonomicznego wicepremiera Morawieckiego wielkie brawa od nienarodzonych wnuków! 



Na szczęście być może będą to wnuki z domieszką krwi chińskiej, a więc pracowicie spędzą życie na spłacaniu długów swoich dziadeczków kochanych. Dobra zmiana wkręca się w obroty gospodarki światowej w sposób wzorowy.  W uzasadnieniu decyzji rząd wskazał na pożyczkę pieniędzy od giganta gospodarczego jako doskonałą promocję naszego kraju za Wielkim Murem. Taka logika nakazuje pożyczać pieniądze od tych państw, które chcemy podbić! To naprawdę może zrewolucjonizować gospodarkę światową i nas - Polaków, postawić na czele wielkich bankrutów tego świata - w końcu dobrze jest być z czegoś znanym.

Na wsi, którą tak dobrze zna nasza narodowa etnografka Beata Sz. muszą zajść zmiany. Kto wie czy już nie zaszły. Pożyczaj pieniądze ze wsi oddalonej przynajmniej sto kilometrów, a u ciebie nikt się nie dowie, żeś oprych, kańciarz i cwaniak. Chociaż chwileczkę… Już była, jakże brawurowa, próba rzeczonego działania przy wykupie jednego z najbardziej zasłużonych klubów piłkarskich w Polsce. Gdyby się nie wydało, że kupiec jest przestępcą wszystko działałoby jak trzeba - jak za rządów pisuarów. Teraz wieś sobie odbije! Teraz wieś będzie potęgą i basta! Dla uproszczenia w Polsce mamy 2479 gmin, a więc wspaniałe pole do nomen omen popisu dla przedsiębiorców nowej generacji PiS2.0 (1.0 to było w latach 2005-2007).

Góra, czyli wiejska baba na stanowisku premiera i jeszcze górsza góra, bo dziedzic imperatora, czyli wicepremier i jednocześnie syn Morala Polskiego nadadzą gospodarce światowej polskiego charakteru. W skróconej formie wygląda to tak, żeby opluć sąsiada i uśmiechać się do nieznanego gościa zza gór i rzek. Doskonała strategia, która sprawdza się przy remizie strażackiej (bez urazy OSP) musiała kiedyś wypłynąć na szerokie, światowe wody, w końcu nasze - polskie musi wypłynąć. Zalet takiego genialnego planu gospodarczego jest wiele, oj wiele. Polacy będą mieli dobrą motywację do pracy, Polacy są otwarci na świat i będą się bratać z Chińczykami bardziej niż inne narody, Polacy pozostawią po sobie coś wielkiego, wielkie zadłużenie kraju, a ponieważ już za kilka lat nie będzie nas w Unii Europejskiej, znikąd pomocy, nawet od złego Helmuta. Polacy sobie poradzą za granicą! I jeszcze jedna uwaga o genialnej dobrej zmianie. Dobrze, że władzy brak wyobraźni i władza nie zadaje sobie pytania dlaczego Chiny taką potęgą są, bo znając odpowiedź pluliby na Chińczyków zawczasu.

Nasz dług, czyli państwa, którego jesteśmy obywatelami sięga blisko 900 miliardów, czyli 900 000 000 000 złotych. Grecja w 2014 była zadłużona na około, w przeliczeniu na złotówki - 1 200 000 000 000 zł, czyli 1,2 biliona złotych. Zbliżamy się do Grecji w tempie szybkiego Achillesa. Istotny fakt w zadłużeniu - Grecy zaciągali pożyczki w Unii Europejskiej, a pisuary zaciągają u Chińczyków.

Dane zaczerpnąłem z oficjalnych źródeł: Ministerstwo Finansów i Eurostat

piątek, 24 czerwca 2016

Czas na histerię już minął.

Brytyjczycy wypisują się z Unii Europejskiej. To fakt. Brytowie zdecydowali w wolnych wyborach wzmacnianych z wielką siłą przez manipulatorów rosyjskich o wyjściu ze wspólnoty. Jakie są na to dowody? Żadne, ponieważ Rosjanie żyją w Wielkiej Brytanii jak u siebie od dwunastu lat i doskonale wniknęli w świat wirtualny Anglików. Wniknęli i zaczynają decydować o losach Europejczyków. Jakiś procent Anglików mentalnie żyje jeszcze w XIX wieku, więc nie było problemów, żeby zastosować manipulację polegającą na wzmożeniu sentymentu narodowego i zaślepić mocarstwową ideą "Wielkich Brytów". Sukces Rosji jest gigantyczny. Przestała się liczyć Ukraina, przestał się liczyć Krym. Wschodni niedźwiedź ostrzy kły. Na histerię już jest za późno. 


 Polityka zagraniczna Polski rządów PiS jaka jest każdy widzi. Braku umiejętności dyplomatycznych, a przede wszystkim dobrego wykształcenia nie zastąpią krzyki i fikanie pajacyków przed twardymi dyplomatami europejskimi. Trafiła nam się najgorsza z możliwych historii politycznych spychająca nas w strefę wpływów rosyjskich. Nawet nie chce mi się myśleć o tym jakie miny będą przyjmować politycy, którzy dzisiaj tak twardo stoją za myślą ideologiczną uzurpatora J. K.

W ostatnich latach odważni emigranci na wyspach wzięli łatwo dostępne kredyty i kupili sobie domy, których wartość rzecz jasna będzie teraz spadać na łeb, na szyję. Prawie milion Polaków pozostanie w pułapce, ponieważ nie dostaną obywatelstwa angielskiego i jako rezydenci będą skazani na łaskę polityków pokroju Farage'a. Sytuacja nie do pozazdroszczenia, ale przewidziana przez strategów moskiewskich. Najprawdopodobniej nie ma instytucji na świecie, która ma na celu wzmacnianie niepokojów w Rosji, bo raczej nikt nie jest tym zainteresowany. Natomiast Putin lubi się wciskać w sprawy innych. Logiczne jest, że im słabsza Unia tym lepsze samopoczucie cara Wladimira.

Niepokój we współczesnym świecie grozi destabilizacją. Kiepskim wyjściem strategicznym będzie powrót emigrantów do Polski, gdzie na fali frustracji będą wzmacniać szeregi nacjonalistów. I to najprawdopodobniej oni zdecydują o naszej przyszłości. Jeśli stanie się to samo co w Wielkiej Brytanii to wpadniemy w otchłań niebytu politycznego na kolejne 100 lat - a znając historię stać nas na to! Gra polityczna staje się bardzo ciekawa tym bardziej, że pomieszanie znaczeń politycznych jest rzeczą coraz częstszą. To, co dla jednych jest nacjonalizmem, czyli ślepym uzasadnianiem wyborów politycznych "dobrem narodu", dla innych jest patriotyzmem albo jedyną słuszną polityką plemienną.

Edukacja polityczna w Polsce i Europie pozostawia bardzo wiele do życzenia. Konsumpcjonizm sprawił, że każdy kto ma telewizor kolorowy i komputer z internetami czuje się odpowiednim kandydatem na stanowisko prezydenta, ewentualnie premiera kraju, w których żyje. Pewien góral narzekał na to, że nie może zasnąć, bo nie może się nadziwić jaki on jest mądry - 17 milionów Anglików cierpi na syndrom polskiego górala. 

Czas na histerię już minął, czas pogodzić się, że żyjemy w świecie prostych jednoargumentowych uzasadnień politycznych. 

czwartek, 9 czerwca 2016

Za naród! Za Kaczyńskowa!

Cywilizowana Europa, wziąwszy pod uwagę tylko okres od późnego średniowiecza, próbowała różnych wariantów motywacyjnych w celu zmobilizowania ludzi do walki, ale jak wiemy kończyło się to kiepsko. Nawet okrzyk Jezus Maria! nie był w stanie poruszyć poza husarią pozostałych wojowników koronnych. W wojsku znajdowali się buntownicy, którzy osłabiali morale żołnierzy. Najlepszymi tego przykładami są buntownik Robin Hood w Anglii i Janosik w Polsce i Słowacji. Do XX wieku nie udawało się ruszyć z posad trwających w marazmie narodów. Dzielni Polacy do Powstania Styczniowego przystąpili w ilości jednego procenta ówczesnej populacji narodu polskiego. Trudne to były czasy. Ale im dalej w las tym ciemniej. 


 Mobilizacja narodu radzieckiego w czasie drugiej wojny światowej przerosła najśmielsze oczekiwania. Wódz Stalin miał do dyspozycji miliony zmanipulowanych propagandą ludzi, którzy z własnej woli postanowili stać się mięsem armatnim. Wódz zastosował znaną dobrze w dzikich ludach zasadę, że nie ma co się zastanawiać, trzeba zaskoczyć przeciwnika organiczną siłą ludzkich ciał. Dać wódki, wnieść hasło, niech idą na wroga, a jeśli będą chcieli wrócić - to NKWD ich rozstrzela za dezercję. Prosta metoda dzikiego ludu zastosowana prawie 2000 lat po Chrystusie, przyniosła oczekiwany efekt. Nie byłoby to takie proste gdyby nie urojony cel, którym zostały zarażone mniej i więcej inteligentne umysły narodu radzieckiego. Tym celem był sam naród, a wrogiem faszyści (zresztą efekt propagandy był tak gigantyczny, że do dzisiaj Rosjanie uważają, że ich największym wrogiem jest faszyzm - czymkolwiek on jest lub nie jest). Z okrzykiem na ustach Za naród! ginąć można wszędzie i o każdej porze. Można było jeszcze dokrzyknąć sobie Za Stalina!

Sukces Stalina inspiruje wielu polityków do dzisiaj. Okrzyk bojowy stał się okrzykiem politycznym, a każdy gracz polityczny marzy o wymyśleniu okrzyku, za którym pójdzie cały naród. Kilka lat temu niewydarzony polityk mocno osadzony w byłych strukturach studenckich zakrzyknął: Nicea albo śmierć! Okrzyk przeszedł do historii, polityk zginął w otchłani społecznej. Potem obecnie pełniący funkcję imperatora zakrzyknął: Pierwiastek albo śmierć! - co było kuriozum głupoty, jednak autor jak widzimy dobrze się trzyma. Wiele jeszcze było okrzyków politycznych demaskujących iloraz IQ autorów, na przykład Balcerowicz musi odejść!, czy ostatnio Cała Polska z was się śmieje (i tu wejście marszałka sejmu RP) komuniści i złodzieje! Próby kolejnych okrzyków są oczywiście nieuniknione jednak…

Najlepszym w naszej części Europy okrzykiem politycznym, który w każdej chwili może stać się okrzykiem bojowym jest… ZA NARÓD! Okazuje się, że nie tylko ten okrzyk może nabrać charakteru politycznego, ale także może stać się uzasadnieniem każdego działania jakiekolwiek by ono nie było, czyli głupiego. Każdą krytykę można odeprzeć jednym okrzykiem. Dla jednych ten okrzyk nadal ma wielką wartość, dla innych staje się najbardziej idiotycznym i nienawistnym okrzykiem na świecie. Ale tak czy inaczej tu na Wschodzie potrafimy zdziczeć zaczarowani jednym okrzykiem. Za naród! A ci bardziej ambitni mogą dodać: Za Kaczyńskowa! 

Dla wielbicieli skrupulatności w tłumaczeniu z języka rosyjskiego dodam, że przyjąłem wolne tłumaczenie rodiny jako naszego rodu, naszej ojczyzny. 

wtorek, 7 czerwca 2016

Patriotyzm dla Polaków, nie dla nacjonalistów

Dekalog polskiego patrioty, dla którego Polska nie jest instrumentem chorych wyobrażeń i przedmiotem fantazji mitomańskich. 

 
1. Polak kocha Polskę.
2. Polak przynależy do jednej Polski (ponieważ historia Polaków jest jedna)
3. Polak jest wolny.
4. Polak kultywuje tradycję narodową oraz lokalną.
5. Polak nie musi bać się innych ludzi.
6. Polak nie musi być katolikiem, protestantem, żydem, muzułmaninem.
7. Polak nie musi nienawidzić drugiego Polaka.
8. Polak nie musi nienawidzić Niemców, Rosjan, Czechów, Żydów, Słowaków Litwinów, Białorusinów, Ukraińców i innych narodów.
9. Polak żyje we wspólnocie europejskiej i propaguje idee wolności.
10. Polak nie musi być megalomanem.

Ad. 1: Tak jak w związku kochających się ludzi jeden człowiek kocha drugiego, tak w przypadku miłości do ojczyzny nie trzeba pytać o warunki i dowody miłości. Każdy kocha tak jak potrafi. Wszelkie skrajne formy miłości zahaczające o patologię należy potępiać.

Ad. 2: Jeśli ktoś dzieli Polskę powinien być potępiony i raczej iść do piekła niż na wysokie stanowisko państwowe. Historia tak czy inaczej, nawet przy gigantycznych podziałach będzie dla Polski jedna, mając to na uwadze Polacy powinni być jednością.

Ad. 3: Wolność Polak ma we krwi. Kiedy ktoś podnosi rękę na wolność Polaka musi liczyć się z oporem. Z drugiej strony jeśli ktoś chce uwolnić Polaka od wolności musi wiedzieć, że prędzej czy później zostanie zdemaskowany.

Ad. 4: Polak lubi tradycję słowiańską, katolicką, europejską, ponieważ Polak potrafi docenić rolę historii w kształtowaniu się współczesności. Polak uczestniczy w obrzędach tradycyjnych, ale nie traktuje tradycji instrumentalnie i nie wykorzystuje w celach propagandowych jak robili to naziści.

Ad. 5: Polak jest człowiekiem i obywatelem. W niczym nie jest gorszy ani lepszy od innych ludzi na świecie. Jeśli chce to prywatnie może bać się nawet mrówki, ale nie może z tego robić doktryny politycznej.

Ad. 6: Żadna religia nie może związać Polaka w jego polskości. Jeśli to zrobi to znaczy, że przestał być wolny. Polak może być katolikiem, protestantem, żydem, muzułmaninem, świadkiem Jehowy, buddystą i nie powinien jako wolny człowiek łączyć tego z polskością.

Ad. 7: Kłótnia jest rzeczą powszechną. Nie ma co się wstydzić kłótni. Nie ma jednak obowiązku nienawidzić drugiego Polaka. Jeśli ktoś chce to robić na własne konto, a jeśli wciąga w to innych, to znaczy, że zaczyna manipulować i zabiera wolność.

Ad. 8: Sąsiadów należy traktować po sąsiedzku. Można z sąsiadami układać sobie relacje dobre albo złe, ale obarczać ich za całe zło świata to sprawa bardzo irracjonalna, a Polak stara się być mądry i racjonalny.

Ad. 9: Polak ma naturę ekspansywną, lubi delikatnie się dowartościować historią, wynikami sportowymi, naukowymi. Polak żyje w Europie od zawsze. Europa jest dla Polaka naturalną glebą. Narody Europy są dla Polaka punktem odniesienia dla własnego rozwoju. W Europie Polak jest symbolem wolności.

Ad. 10: Polak traktuje Polskę poważnie i doskonale wie jaką Polska przedstawia wartość na arenie międzynarodowej. Polak wie, że Polska nie jest Ameryką, Niemcami ani Japonią. Jeśli chce traktować Polskę jak   potęgę na kształt Rosji niech to robi prywatnie, bo namawianie do tego innych nie jest w naturze Polaka.
Robienie z Polski marionetki, do której można cokolwiek przykleić jest wykroczeniem - Polsce nie przykleja się gęby. Polska nie jest przedmiotem spekulacji. Ocena Polski należy do wszystkich Polaków, a nie do uzurpatorów. Polak kocha Polskę.

wtorek, 31 maja 2016

Pogarda polityczna w mocy narodu

Pogardzać pogardzającymi - oto hasło nowego ustroju politycznego, który skądinąd znamy bardzo dobrze z czasów PRL-u. Broń Boże zatrzymać koło nienawiści, które napędzane jest przez tych, którzy mają żywy interes w polaryzacji mieszkańców kraju nad Wisłą. Podsycać ogień! Najlepiej spalić dotychczasową historię i napisać ją od nowa, postawić się wszystkim otaczającym sąsiadom i buńczusznie wymachiwać małą rączką. Jedyny plus jest taki, że za tymi działaniami nie stoi człowiek z wąsikiem. Z drugiej strony elektorat tego błędnego koła pragnąłby, żeby ich przywódca nosił wąsik jak bohater słynnego filmu Charlie Chaplina Dyktator. 


 Powodowani emocjami gracze polityczni zachowują się, to bardzo dziwne zjawisko, jak niewolnicy. Wstrzyknięta została im jakaś idea fix i bronią jej posługując się rozumem - tym samym rozumem, który zrzekł sam z siebie samodzielnego i krytycznego myślenia. Rozum, jak w czasach niebezpiecznych, złożono na ołtarzu wielkiego  stratega. Wielki strateg tak przy okazji, nie ma żadnych konkretnych poglądów, każde jego słowo, każde posunięcie polityczne wynika tylko i wyłącznie z sytuacji politycznej. Wielki strateg nie jest liberałem i nie jest nie-liberałem (choć były momenty, że twierdził jedno i drugie). Wielki strateg nie jest katolikiem i nie jest nie-katolikiem (uczestniczy we wspólnocie kościelnej, ale żeby wyznawał zasady chrześcijańskie? - nikt go na tym nie złapał). Wielki strateg nie jest politykiem i nie jest nie-politykiem (moralizuje kiedy chce być nie politykiem i osądza kiedy zamienia się w wodza poddanego mu narodu).

Za co naród kocha wielkiego stratega? Gdybym odpowiedział na to pytanie zbyt szybko uchodziłbym w szerokich kręgach za człowieka naiwnego, a więc przedłużę czas oczekiwania na odpowiedź. Wielki strateg jest kochany przez naród, ponieważ … wygłasza prawdziwą prawdę. I to wszystko.

Prawdziwa prawda posiada najważniejszą cechę jaką może przejawiać prawda… jest prawdziwa. A jeśli jest prawdziwa to nie należy angażować jakichkolwiek bytów naszego jestestwa, a najmniej rozumu, żeby ocenić, czy oby ta prawda jest na pewno prawdziwa. Jeśli prawda wypowiadana przez wielkiego stratega posiada moc prawdziwości to znaczy, że on sam jest prawdą prawdziwą. A ponieważ od prawdy prawdziwej do prawdy objawionej niedaleka droga, jeśli się komuś jedna z drugą pomyli to tylko na korzyść. Zresztą cóż to za różnica, wyższy poziom prawdy (ciekawe co na to Alfred Tarski?) wznosi wielkiego stratega i jego naród na wyższy  poziom bytowania. Pogarda dla tych niższych jest wpisana w pozycję jaką obecnie zajmują. Naród wielkiego stratega jest ponad każdym innym, więc może lżyć, plwać, oskarżać, wyzywać ile tylko wlezie. A gra toczy się dalej… :-)

niedziela, 15 maja 2016

Pompowanie napięcia politycznego - sama przyjemność

Jak rządzić to na całego. Im większa pompa tym lepiej, głośniej i wspanialej. Należy codziennie zadowalać naród, który dokonał tego jakże genialnego wyboru. Należy rozpieszczać naród i stawiać na piedestale wybitnego obywatela, który oddał na nas głos. Należy być wdzięcznym za ten głos i obywatel musi wiedzieć, że nie musi się o nic martwić, bo oddał głos na słuszną partię. Obywatel może rościć sobie pretensje do państwa, ponieważ kultywuje tradycje narodowe wysyłając dzieci na leśne, kibicowskie ustawki oferujące walkę patriotyczną. Obywatel w nowym państwie nie będzie musiał pracować, bo państwo w zamian za jego prawdziwy patriotyzm pozwoli mu na noszenie broni i walkę z wszystkimi wrogami, zdrajcami, donosicielami i rzecz jasna - najgorszym sortem.  Państwo nareszcie wróci do tradycji siedemnastowiecznych, chociaż jak wiadomo naród ten od starożytnych sarmatów się wywodzi, stanie w obronie granic, stanie na barykadach, stanie gospodarczo, ekonomiczne i kulturowo. 

 Nowe pompowane państwo nie będzie miało żadnych ograniczeń, ponieważ z woli narodu prawda i fałsz przestały obowiązywać jako kryteria poznawcze i liczy się nasza prawda i ich prawda, ale nasza prawda jest PRAWDZIWSZA. Jeśli dzisiaj mówimy, że jesteśmy krajem kwitnącym to znaczy, że robimy to dla narodu i jesteśmy krajem kwitnącym. Ale jeśli jutro powiemy, że jesteśmy w zapaści gospodarczej to wszyscy muszą to zrozumieć, bo jutro możemy powiedzieć zupełnie co innego, bo jutro jest jutro. Właściwie przestają obowiązywać jakiekolwiek reguły i prawa, ponieważ dla narodu jesteśmy tak elastyczni, że możemy każdą opinię zmienić z chwili na chwilę, a potem szybko dostosować do tego prawo. Dzięki temu nie znajdujemy się w stanie chaosu. Jesteśmy w stanie dynamicznych zmian. Każdego dnia budujemy państwo od nowa. Dosłownie.

Dokonamy zmiany w patrzeniu na rzeczywistość, dokonamy wielkich rzeczy, przejdziemy do historii jako wielcy ludzie. Zmienimy reprezentacyjny polski taniec narodowy - poloneza. Otóż po zmianie taniec będzie składał się z przykucnieć i tylko z przykucnięć. Każdy krok będzie dosadny, bo naród na to zasłużył. Polonez od tej dobrej zmiany stanie się dostojnym kaczym chodem z nisko zawieszonym podwoziem i kolanami przy podłodze. Na hasło Poloneza czas zacząć pięknie wystrojone panie i panowie w gustownych toaletach dwanaście razy do roku będą dumnie paradować ulicami stolicy, żeby pokazać światu, że nasza stolica potrafi więcej niż Pjongjang. Jak fundować narodowi pompę to tylko z pompą i przed kamerami.

Dopóki siły totalnej opozycji nie pozwalają na totalną pompę musimy nasz naród prowadzić słowem i czynem. Ze wszystkich stron, z każdej strony frontu zwarcie i kupą musimy wspierać obywatela. Prezydent wspaniale podróżuje po świecie pokazując, że jest światowy, pozdrawia naród z Kanady! Premierka doskonale dopasowuje strój do okoliczności i wizyt u wielkich osobistości tego świata, bo musi pokazać swoje rozeznanie w świecie - narodowi potrzebne jest duchowe wsparcie, bo przecież materialne już zapewniła! Prezes siedzi w gabinecie i przyjmuje podwykonawców, żeby wszytko działało jak w szwajcarskim zegarku (Szwajcarzy nie są wrogiem narodu), każdy musi wiedzieć, że wszystko jest winą ostatnich ośmiu lat. W końcu ten, który zostanie po latach okrzyknięty największym patriotą tysiąclecia, i który jako jedyny mówiąc prawdziwą prawdę potrafi zniszczyć opozycję jednym zdaniem: Co takiego wam Polska zrobiła, że tak ją pozostawiliście bezbronną? Ten geniusz pompy politycznej wymaga szczególnego potraktowania w grze politycznej i poza nią. 

Państwo jest jak piaskownica, w której jak się nie umiecie bawić to musicie wyjechać albo zamilknąć. Jak się nie podoba to... Klemens, rzuć im piachem po oczach! 

czwartek, 12 maja 2016

Panie Prezesie! Oni nie chcą się wyzywać!

Najprzemilszy Panie Prezesie, jestem w pułapce. Oni nie reagują, to znaczy zachowują się bardzo podejrzanie. A trzeba przyznać, że są wszędzie i czyhają na najmniejszy błąd, żeby zaatakować. Najwięcej ich jest na ulicach, zwłaszcza ranem i popołudniu, ale są też na Błoniach. Panie Prezesie, jak oni biegają, jak ćwiczą, jak jeżdżą tymi rowerami - wszyscy przygotowują się do przejęcia naszego kraju, w którym się urodziliśmy i za który zginiemy pod Pana przewodnictwem. Nie poddamy się. Specjalnie chodzę wzdłuż alei 3-go Maja, podglądam i podsłuchuję dla naszego dobra. Widzę te ich złote zegarki, złote mercedesy, którymi przyjeżdżają i parkują byle jak, widzę Panie Prezesie zdemoralizowanie młodych dziewczyn, które jeżdżą na rolkach z odkrytymi, długimi, polskimi nogami wystawionymi na patrzenie całego świata. To niesłychane, żeby Sodoma i Gomora europejskości tak panoszyła  się w tym pięknym Krakowie. Przecież z Błoń widać Wawel, Panie Prezesie, a one bezwstydnie, na pokuszenie... Nawet jak prowokacyjnie chowając się za drzewem krzyknę od czasu do czasu Zdrada! Zdrada! - to oni nie reagują. Panie Prezesie, gdyby ten okrzyk usłyszeli prawdziwi patrioci wiedzieliby doskonale co zrobić, a tu bez żadnego echa, żadna wartość nie odezwie się w sumieniu takiego kogoś. Zdesperowany podbiegłem do takiego, który pędził na rowerze i głośno wyzwałem go: Zdrajca! Nie zareagował, pojechał dalej.


To wszystko wygląda tak jak Pan mówi, Panie Prezesie. Ten naród stracił wszystko. Stracił godność i honor. Kiedyś naród z podniesioną przyłbicą walczył o polskość, o każdą rzecz, która była polska, a nawet o każdą rzecz, która jeszcze polska nie była, ale pragnęła być polska duszą i ciałem. A teraz nie ma już tak. Żyję w Krakowie osamotniony i osaczony przez tych bandytów, których konsumpcja dóbr społecznych pochłonęła do reszty, otaczają mnie dewianci bez korzeni, bo oni nie dbają o swoje korzenie, oni wolą się najeść i napić. Panie Prezesie! To jest kompletny upadek moralny tego narodu. Zamiast wstać do boju, znaleźć sobie jakiegoś wroga - choćby to były wiatraki, i walczyć, to oni wolą jeździć na te swoje urlopy do dzikich krajów, a potem przesyłać zdjęcia przez internety.

Dobrze, że Pan Prezes zrobił audyt. Niech cały świat widzi kogo mamy w tym kraju. Wszystko jest w ruinie. Nikomu nie chce się pracować. Dzięki Panu mamy wspaniały rząd, pracowitych ludzi, którzy dniem i nocą pokazują jaką należy przyjąć postawę. Jedyna słuszna postawa to postawa walki! Żadnych konszachtów, żadnego upadlania się kompromisami! Mamy dowódcę, Pana Panie Prezesie i fora ze dwora. Zostało pokazane, że całe dziedzictwo narodowe po Chrobrym, po Jagielle, po Sobieskim zostało roztrwonione. Dzięki Panu możemy dostrzec, że wszystko musimy zaczynać od nowa, bo ostatnia historia to nie była historia tylko ogólnoświatowy spisek antypolski. Zaczniemy pod Pana przywództwem, zmienimy wszystko, a jak trzeba będzie to lasy zamienimy w pomniki smoleńskie.

Przemówienia sejmowe podczas audytu III zbójeckiej RP były wyśmienite. Wspaniałe wystąpienie złotoustego ministra obrony podtrzymało mnie na duchu i czuję, że pan Antoni wypowiedział prawdę i tylko prawdę . Teraz już wiem, że wojsko to jedno wielkie, zapadłe dziadostwo, które kombinuje jak okraść nasz kraj. Nie mamy żadnej obrony, gdyby teraz zaatakowali nas Wizygoci albo Hunowie bylibyśmy bez szans na ocalenie. Panie Prezesie, dobrze, że prawda wychodzi na jaw. Tak źle jeszcze nie było, ale nie poddamy się i wstaniemy z kolan! Nasza oświata jest okradana przez Niemców, rolnictwo upada, bo wszytko jest rozkradzione, ale będzie lepiej, bo będziemy mieli własną broń, własne pociski, obronimy się, bo zrobimy to własnymi rękami. Chwała Panu, Panie Prezesie, że daje nam Pan szansę na odbudowę z ruiny. Oczami wyobraźni widzę wyjście z oblężenia, to już niebawem.

poniedziałek, 9 maja 2016

Siał chłop wiatr, a burza go zmiotła. I tyle go widzieli.

Mroźny zimowy wiatr przeszedł przez kraj nad Wisłą. I kiedy nastała wiosna zbierają się chmury na wielką zjednoczoną, opozycyjną burzę. Mały człowieczek w gabinecie, który nie potrafił sam dokończyć zdania: Cała Polska z was się śmieje pilnie poszukuje sposobu na wyjście z opresji. Jego ludzie niestety dobrani według klucza im mniej samodzielnie myślący tym lepiej, niewiele teraz mogą pomóc. Burza idzie na całego. Czy warto już trąbić, żeby prawdziwi rodacy schodzili do podziemi, czy zostawić ich na pastwę losu i siłę oczyszczającego wiatru?

Świat ogłosił we wszystkich mediach, w New York Timesie, w La Liberation, w Washington Post, w telewizjach BBC, CNN, RTL, Rai Uno i wielu innych o wydarzeniu z siódmego maja 2016 roku. Pomimo, że to samo wydarzenie jest odbierane na dwa skrajnie różne sposoby to stało się początkiem wielkiego początku i początkiem wielkiego końca. Czas rozwiąże problem Trybunału Konstytucyjnego, problem inwigilacji, problem podsłuchów, problem rozdzialania stanowisk, rozwiąże problemy obecne, przeszłe, a nawet zaprzeszłe, ponieważ czas przyniesie oczyszczenie. Jeśli jeden fakt interpretuje się w tak różniący się sposób to jest pewne, że ktoś musi kłamać.

Inną pewną rzeczą jest to, że w przyszłości musi dojść do mocnej konfrontacji pomiędzy dwiema siłami, z których jedną nazywają prawdziwą, patriotyczną, tradycyjną, katolicką, szlachecką, a drugą demokratyczną, europejską, nowoczesną i wolnościową. Te dwie siły zmagają się być może zgodnie z wzorcem Hegla jako teza, antyteza w perspektywie tworząc syntezę, ale to jest mało prawdopodobne, ponieważ między Bugiem i Odrą jeśli się kłócą to korzysta na tym zawsze ktoś trzeci. Ku naszemu zaskoczeniu mogą to być po trosze Czesi, Słowacy, Litwini, Łotysze i Białorusini, którzy chętnie jako bliscy sąsiedzi nienaznaczeni obcością (jak na przykład Niemcy) będą bogacić się na zdesperowanych potomkach piastowskich.

Wiatry czasu są nam znane i nieznane, ale jeśli ktoś zasiał wiatr burza nadejdzie. Już nadchodzi. Prezydent, który pokłada większą nadzieję w siłach wyższych niż we własnym narodzie odwraca naszą uwagę od spraw konkretnych jakim żyje społeczność kierując ją w ezoterykę. Rząd całą siłą stara się przekonać jak wiele rzeczy już zostało zrobionych dla rodaków, dla narodu, dla historii. Ale zdezorientowani ludzie nadal są pozostawieni sami sobie z obietnicą, że ktoś się nimi zajmie. Biedne stada marzące o luksusach amerykańskich miliarderów budzą się w poczuciu upokorzenia i kładą się spać z mocnym postawieniem walki o lepsze jutro. Jutro się nie różni od wczoraj. Tak naprawdę pozostaną znowu z niczym. Głowa państwa zniknie w czeluściach historii jako odtwórca kiepskiej roli napisanej przez marnego scenarzystę. Rząd za chwilę zmieni premierkę na premiera. Nastąpią kosmetyczne zmiany i spadek popularności. Cała ta walka z przeciwnikiem napuszonym, kolosem na glinianych nogach jest groteskowa, jednak bardziej potrzebnej walki od tej o demokrację współczesny świat nie zna.


Z perspektywy Wielkiej Brytanii czy USA wiatry środkowoeuropejskie wydają się być zapewne lekkimi podmuchami, bo u nich jak wiało to ginęło mnóstwo ludzi. Na szczęście u nas i niech tak zostanie niech wieje, niech się zmienia, ale niech ofiary pozostaną przy życiu i zdrowiu, bo kto wie skąd może jeszcze zawiać i z jaką siłą. A sprawa Dantona niech będzie nigdy niepowtarzającą się historią.

piątek, 29 kwietnia 2016

Dziennik oblężonego Krakowa 2016. Premier też można...

Drogi Panie Prezesie, świat do Pana krzyczy: Ratunku! Zbuntowana wiosna - wczoraj deszcz, dzisiaj słońce gorące. Żadnego porządku, żadnej kontroli. Bez Pana nie ma żadnej nadziei. Nie wiem czy wyjść z domu i kiedy, nie wiem jak się ubrać. Nie wiem kto jest kto. Nawet ten sąsiad, który się uśmiecha szczerząc zęby, dzień dobry panu mówi, a ja wiem co on sobie myśli. On chce utopić mnie w łyżce wody! Panie Prezesie świat jest przeciwko nam, ale jesteśmy silni, bo jesteśmy Polakami, prawdziwymi Polakami, a nie żadnymi przebierańcami, donosicielami. Buczy mi w uszach i wyrywa się z piersi, cała Polska z was się śmieje komuniści i złodzieje. Trzymają mnie na duchu Pańskie słowa prawdy, jedynej prawdy jaka była, jest i będzie. I dobrze, że Pan dyscyplinuje swoich żołnierzy, bo dyscypliny nigdy dość. Na polu bitwy trzeba dyscyplinować generałów, a w rządzie trzeba czasami opieprzyć premiera. To mi się bardzo podoba, Panie Prezesie. Nie ma świętych krów. Jeszcze musi Pan obsztorcować pana Zbynia, bo ostatnio nic o nim nie słychać, tak jakby się zapadł pod ziemię albo był zajęty remontem mieszkania w Nowym Sączu.

Panie Prezesie, tu na miejscu, u nas, w Krakowie nadal nie jest łatwo. Zewsząd dochodzą wrogie odgłosy. Miejsce mojej obserwacji wydaje mi trochę spalone. Dzisiaj na moim placu chyba sprzedawcy zamienili się miejscami (Pan Prezes wie, że specjalnie mówię półsłówkami, żeby w razie gdyby list dostał się w niepowołane ręce to, żeby wrodzy kryptolodzy połamali sobie zęby na tym kodzie). Zawsze tam gdzie są kwiaty dzisiaj podejrzany powiesił letnie sukienki. To musi być jakiś znak dla nich. Kiedy podszedłem i chciałem jak zwykle podsłuchać oni urwali rozmowę na proszę bardzo. Oj, to nie jest normalne. A potem sprzedawca zaczął mówić z obcym akcentem. Nie przechytrzy mnie Niemiec, który udaje ukraiński akcent, bo to są wysłannicy wrogów Polski finansowani przez masonerię z Brukseli! Panie Prezesie, wytrzymałem i schowany za męskie reformy słuchałem uważnie.
- I widzi pan, złotówka spada, a jak tak dalej pójdzie to...
- No tak, jak tak dalej pójdzie to będzie jak kiedyś, dwa miesiące pracy Ameryce i cały rok bimbania w Polsce.
- A żebyś pan wiedział, że i tak może być. Że gospodarka tego nie wytrzyma.
- Proszę panią to jest pewne jak dwa razy dwa.

Wyskoczyłem z impetem z ukrycia i przerwałem im tą zdradliwą pogawędkę. Jesteśmy w Krakowie bez przerwy oblężeni przez tych szubrawców, którzy nie wierzą w Pana, Pani Prezesie. Uciekłem stamtąd, żeby już tego nie słuchać i nie pozwolić na ranienie moich głębokich uczuć do ojczyzny naszej i rodaków, i narodu naszego, który za Panem murem stoi.

 
I jeszcze jedno Panie Prezesie, wyrzucić na łeb na szyję tą całą Komisję Wenecją, bo oni panoszą się w naszym kraju jak u siebie w tej całej Wenecji. Jak trzeba będzie to ich na gondolach wywieziemy. Niech całe dobro świata spłynie na Pana, Panie Prezesie i niech Pan trwa na wieki wieków, bo bez Pana to jak tego ojca jedynego.

środa, 20 kwietnia 2016

Czy pat polityczny jest nudny?

Pojęcie pata do świata polityki zostało zapożyczone z szachów. Fakt braku możliwości ruchu jednego z graczy  różnie bywał interpretowany. Należało ustalić, który z graczy wygrał, który przegrał lub uznać wynik remisowy. Od początku XIX wieku przyjmuje się, że pat kończy partię remisem. Natomiast analogicznie w grze politycznej pat nigdy nie jest interpretowany jako remis. Najsławniejszy pat polityczny w historii XX wieku - zimna wojna, trwająca od 1947 do 1991 roku została nierozstrzygnięta i obie strony konfliktu uzurpują sobie tytuł zwycięzcy. Konsekwencje tego stanu politycznego są odczuwalne do dziś.

Obecnie w kraju nad Wisłą od kilku tygodni trwa pat polityczny związany z najważniejszą instytucją sądowniczą. Jedna strona - atakująca, chciała prostymi narzędziami politycznymi podporządkować sobie instytucję, druga strona - broniąca, użyła narzędzi prawnych do walki politycznej. Gdybyśmy jeszcze do tej mieszanki dodali fakt, że obydwie strony wyznają różne wartości moralne i różne tradycje polityczne - sprawa wydaje się nierozwiązywalna. Pat polityczny jest męczący, bo napięcie wokół niego powstałe staje się nieznośne, a potem nijakie. Jakby to powiedział kanclerz Bismarck: Niech się krowy pasą.

Wróćmy do szachów i do najczęstszej sytuacji patowej. Na szachownicy pozostają dwa króle i pion. Gracz mający piona stara się doprowadzić go do ostatniej linii i wymienić na hetmana, gracz bez piona broni pola zmiany tak skutecznie, że pozostaje bez ruchu. W grze politycznej taka sytuacja jest interpretowana inaczej. Po pierwsze jeśli na szachownicy politycznej pozostają króle z jednym pionem to znaczy, że cała armia figur wcześniej została wybita przez przeciwnika - to oznacza zapaść polityczną. Po drugie pat polityczny świadczy o braku umiejętności przewidywania jednej i drugiej strony - to oznacza, że mamy do czynienia z kiepskimi politykami lub nadmiernie powodowanymi własnymi ambicjami. Po trzecie w końcu, pat polityczny zawsze przynosi złe konsekwencje nie tylko dla samych graczy, ale dla ludzi, którzy są ofiarami tej gry.


Gra w szachy trwa, wbrew pozorom, szybko. Czasami po dwóch godzinach docieramy do końca rozgrywki, czasami szybciej. Gratulujemy sobie zwycięstwa lub jesteśmy zadowoleni z remisu. Ustawiamy figury ponownie w gotowości do następnej partii i rozpoczynamy nową grę. W grze politycznej pat trwa uciążliwie długo. Widzowie spoglądający na rozgrywkę są znużeni monotonią i brakiem inicjatywy. Gdyby można było zastosować przepisy sportowe to gry politycznej należałoby zdyskwalifikować drużyny i dać grać innym. Niestety polityka jest wypełniona złymi emocjami powstałymi na skutek uderzenia wody sodowej do głowy po objęciu władzy i dopóki bąbelki będą bulgotać dopóty nie będzie nudno.

wtorek, 19 kwietnia 2016

Gdzie schowało się piękno polityki?

Polityka w starożytnej Grecji była domeną ludzi mądrych i nieskrępowanych ideologiami. Ateny - stolica demokracji, słynęły z rządów, które były akceptowane przez większość obywateli i stawały się przykładem dla innych miast-państw. Rządy Peryklesa stanowiły szczególny okres wielkiego rozkwitu demokracji i kultury politycznej. W tym czasie polityka pełna była harmonii, stosowności, umiaru i użyteczności. Jeśli moglibyśmy użyć kategorii estetycznej do opisana naszego przedmiotu stwierdzilibyśmy: To była piękna polityka.
Na czym polegało piękno ówczesnej polityki? 


Warunkami koniecznymi powstania piękna w polityce są: postać wielkiego polityka, doskonałego mówcy oraz szlachetność jego czynów, które w kontekście historycznym są oceniane jednoznacznie. Grecy mieli Peryklesa - wielkiego mówcę i reformatora z wielkim dokonaniami, Rzymianie - Cycerona, którego do tej pory pamiętamy jako autora słów: większa jest trwałość dowcipu niż siły, więc chętnie oddałby dwa militarne triumfy za dobrze ułożoną mowę, Francuzi mieli swojego Napoleona, Niemcy Bismarcka, Polacy - Piłsudskiego. Jednak w czasach nowożytnych postaci wielkich polityków stawały się coraz mniej, by tak rzec, klarowne, coraz bardziej kontrowersyjne. Piękno polityki Bismarcka - tak oczywiste dla Niemców, dla Polaków może wydawać się niepiękne. Piękno polityki Piłsudskiego może dla nacjonalistów nie okazać się piękne.

Współczesne spory polityczne, zwłaszcza te w kraju nad Wisłą, niewiele mają wspólnego z pięknem. Brakuje wielkich mówców, którzy wbrew regule zwięźle i na temat potrafiliby porwać za sobą tłumy, przy okazji zrobić coś dobrego dla kraju. Rolę mówców przejęło w całości public relation - potężne sito mielące setki informacji. Jedynymi politykami, którzy mogą powiedzieć coś spontanicznie są przywódcy partii politycznych. I choć wśród nich jest również piosenkarz, raczej śpiewająco wypowiedzi liderów politycznych nie wypadają.

Ostatnie polskie piękno polityczne objawiło się dwadzieścia siedem lat temu, kiedy na mównicę połączonych izb Kongresu Stanów Zjednoczonych wszedł człowiek z wąsem i przemówił: My naród! I dalej: Walka Solidarności po długich latach przyniosła owoce, które każdy może zobaczyć na własne oczy. Wskazała kierunek, sposób działania, które obecnie mają wpływ na miliony ludzi na całym świecie. W tym momencie wszyscy wiedzieli, że dzieje się historia, że nic już nie zmieni wielkiego dzieła, do którego doprowadziliśmy  - bezkrwawego upadku komunizmu.

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Dlaczego politycy kpią i kipią?

Kpina to potężne narzędzie w komunikacji międzyludzkiej. Działa jak młot, który może wbić w ziemię gracza politycznego. Zdarza się czasami, że błyskotliwa odpowiedź adresata kpiny zmiata z powierzchni ziemi nadawcę. Musimy, jednak pamiętać, że kpina zakłada w sposób ścisły rozumienie słów i zdań wypowiadanych przez kpiarza. Od strony językowej kpina jest wyrazem wyższej kultury języka, od strony psychologicznej jest przejawem agresji. W grze politycznej przede wszystkim liczy się język.  

Przy stole rodzinnym kpimy sobie z siebie. Jeśli chcemy dać wyraz swojemu zdziwieniu, zaskoczeniu czy wręcz dezaprobacie - żartujemy wyrażając swoje lekceważenie. To lekceważenie zazwyczaj ma charakter nieosobisty. Kpimy sobie z kogoś kto spadł z drabiny (nie wyrządził sobie krzywdy), ale tak naprawdę myślimy o zabawnym zdarzeniu; osobę raczej traktujemy jako dodatek do komicznej sytuacji - napiętnujemy cechę nieuważności lub roztargnienia. W grze politycznej nie da się tego powtórzyć, ponieważ w grze politycznej kpiny dotyczą tylko osób. Celem kpiny politycznej jest konkretny ktoś


W styczniu 2016 roku jedna z telewizji niemieckich wyemitowała program kabaretowy, w którym prowadzący zakpił sobie ze znanego polskiego polityka: to jednojajowy bliźniak. Drugie jajo kilka lat temu spadło i rozbiło się. Kpina to niewybredna, trzeba jednak przyznać, że pomimo swojego nieobyczajnego charakteru jest prawdziwa. Ta kpina spełnia podstawową rolę, a mianowicie wyraża lekceważenie adresata. Ważne podkreślenia jest również to, że wyrażona została przy pomocy figur retorycznych: porównania i przenośni. 

Kilka dni wcześniej jeden z marszałków Sejmu próbował zakpić sobie z polityka europejskiego: Postuluję sankcje wobec pana … i postuluję, żebyśmy mieli w głębokim poważaniu to, co po raz kolejny ten polityk bełkocze. Tutaj kpina zawarta jest w jednym wyrazie bełkocze. Z punktu widzenia gry politycznej, która jak wcześniej uznaliśmy, jest rodzajem gry językowej ta kpina jest bardzo niskich lotów. Ta sama osoba używa, jak zauważyliśmy, jednej tylko figury retorycznej: hiperboli.

Używanie kpiny w grze politycznej nie jest łatwe. Złe użycie kpiny demaskuje nadawcę jako osobę niekompetentną językowo, co oczywiście nie znaczy, że nieodpowiednią do uczestnictwa w grze politycznej, przecież wiemy, że w grze dużo ważniejsze są emocje niż poprawnie skonstruowana wypowiedź. Kpina jest bronią obosieczną. Trzeba umieć się nią posługiwać, żeby grać ładną melodię polityczną. A kiedy ta melodia jest prawdziwa to wtedy w oczy kole. Z drugiej strony kruk krukowi oka nie wykole. :-)

sobota, 16 kwietnia 2016

Dlaczego polityk musi być moralny?

W grze politycznej najczęściej na pierwszy ogień idzie moralność uczestnika gry. W całej plejadzie zdań warunkowych często używanych przez polityków nagięcie do czegoś lub przegięcie czegoś to chleb powszedni. Jeżeli zrobisz dla mnie to, to dostaniesz... Jeżeli odpuścisz, to w zamian otrzymasz… Nie wychylaj się z tym wnioskiem, bo… Musisz teraz powiedzieć, że… albo inaczej… Kto ogląda serial Domek z kart - wie o co chodzi. Rzecz jasna handel polityczny, czy negocjacje nie zawsze mają na celu nagięcie kręgosłupa moralnego, ale przeważnie ocierają się o niego. Trudna to sztuka trwać przy własnych wartościach i umieć dogadać się z kimś zupełnie różnym. Do tego trzeba mieć odwagę bycia prawdziwym, to znaczy odwagę do przyznania się do błędu i odwagę do zwyciężania. Większość graczy politycznych to przerasta i wybierają inne ścieżki. 


Zazwyczaj w polityce obserwujemy syndrom dojścia do władzy. Był człowiek, który godnie nas reprezentował, społecznik, otwarty na ludzi, uprzejmy, kulturalny, kiedy tylko siadł na krześle władzy, z którego mógł decydować o wielu nieznanych mu do tej pory sprawach - stał się graczem politycznym, dla którego wcześniejsze wartości zniknęły, ponieważ pojawiły się nowe. To wszystko w jednym zdaniu - szybko i sprawnie. Innymi słowy krzesło zmieniło jego kręgosłup moralny na elastyczny i niełamliwy. Wyjątków od tej reguły należy szukać ze świecą - ot, tak natura ludzka.  

Najbardziej perfidnym z ludzkiego punktu widzenia są gracze polityczni, którzy z góry określają wartości moralne jako karty przetargowe na drodze swojej iście historycznej kariery politycznej. To nazywa się hipokryzją polityczną, ale o tym kiedy indziej. Taki gracz ustala sobie często (jeśli jest w miarę inteligentny)   wartość, która na drabinie społecznych wartości stoi bardzo wysoko i robi wszystko w imię tej jednej jedynej. Są tacy gracze, którzy dla "Polski" poświęcają swój czas, tworzą dla ludzi kasy oszczędnościowe, w pocie czoło zbierają pieniądze i całymi nocami obmyślają co zrobić, żeby nikt nie zobaczył jak przekładają pieniądze do własnej kieszeni. Robią to dla "Polski", bo termin "Polska" to przez przypadek nazwa kraju nad Wisłą. Realnie istnieją dla nich tylko ich własne interesy, nominalnie harują dla "Polski".

Czasami zdarza się, że polityk staje się niewolnikiem własnej moralności. W cywilnym świecie nazywa się to po prostu moralizmem. Przed moralizmem przestrzegają wykształceni duchowni, bo wiedzą, że skrajne potraktowanie jakichkolwiek wartości w życiu prowadzi do choroby. Jasno wypowiadał się o tym ksiądz Tischner. Polityk, który wpadnie w sidła moralności postrzega świat przez filtr zasad moralnych. Groteskowe jest widzenie na przykład zakładu produkującego opony do traktorów jako przedmiotu moralnego, ale niestety niektórzy tak mają. Inni moralizują i stają się mędrcami narodowymi. I zazwyczaj są to gracze polityczni zagubieni, ponieważ ich odrealnienie jest procesem nieodwracalnym.

Moralność polityka nie różni się od moralności szarego człowieka. Jeśli zaś różni się od zwykłej moralności opartej na prostych zasadach tym gorzej dla elektoratu, który takiego gracza wybrał.

piątek, 15 kwietnia 2016

Czym jest gilotyna zwana zdradą polityczną?

Zanim zaczniemy głęboko analizować czym zdrada polityczna jest, a czym nie jest, przyjrzyjmy się dwóm politykom Kowalskiemu i Nowakowi. W drugim dziesięcioleciu XX wieku w kraju nad Wołgą pewien młody aktywista Kowalski zakochał się w ślicznej kobiecie. Przynosił jej do więzienia ciepłe ubranie i smaczne jedzenie. Jeden z jego towarzyszy zauważył słabość i zaczął Kowalskiego szantażować. Kowalski myśląc o lepszej przyszłości, uwolnił kobietę i chciał z nią uciec za granicę. Został złapany i ukarany. Wyrok brzmiał: Za zdradę narodu… 

Na początku XXI wieku doskonale zapowiadający się humanista Nowak, postanowił w kraju nad Wisłą poświęcić się polityce. Uzasadnił, jako osoba już publiczna, że dobro społeczne leży mu na sercu i chce reprezentować część społeczeństwa, która wyznaje podobne wartości. Nowak związał się z partią, która umożliwiła mu bardzo dobry start - został ministrem. Po kilku latach znalazł się w partii, która reprezentowała przeciwne wartości. Jego elektorat również się zmienił. Nowak zdążył jeszcze utworzyć swoją partię, której nazwy raczej nikt nie pamięta. Nowak zaczął pełnić ważną funkcję państwową. Czy Nowak dopuścił się zdrady? 

  
Znamy kilka kontekstów zdrady, na przykład zdrada na wojnie, zdrada małżeńska, zdrada Judasza. Potrafimy wyobrazić sobie społeczne uzasadnienie kary za zdradę. Chcemy jednak, żeby zdrada była czymś wyraźniejszym, czymś więcej - ostatecznością w warunkach pokoju. Za cholerę jednak nie dajemy sobie rady ze zrozumieniem zdrady politycznej w warunkach stanu braku otwartej wojny. Zdrada w wymiarze politycznym nie jest zgodnie z definicją świadomym i intencjonalnym zawiedzeniem zaufania i narażeniem na straty, ale figurą retoryczną - gilotyną retoryczną, pod którą można schować emocjonalną nienawiść do przeciwnej opcji politycznej.  Bo zdradą może być wszystko i nic.

W demokracji zdrada polityczna nie ma żadnego znaczenia realnego. Mechanizm demokracji zakłada kontrolę nad państwem wielu instytucji, dzięki której wykluczona jest zdrada w znaczeniu wojennym. Nawet zdrada stanu, jeśli nie kończy się uszczupleniem terytorialnym ani śmiercią polityków w znaczeniu politycznym nadal pozostaje tylko narzędziem gry politycznej.

Jednak kiedy zniszczy się instytucje kontrolujące demokrację w państwie, czyli między innymi trójpodział władzy, wtedy demokracja umiera, rodzi się inny system ustrojowy i zdrada nabiera takiego znaczenia jak w czasach rewolucji sprzed prawie stu lat.